Maszyny

Podhale to zagłębie budowy „ciągników Sam”, jak oficjalnie ciągniki te nazywano w dowodach rejestracyjnych. Projekt „Machines” dokumentuje ręcznie robione traktory z Podhala. Składa się z 112 zdjęć, 3  filmów wideo i 150 ankiet badawczych. 

Łukasz Skąpski

Maszyny

W 1982 roku we wsi Zasań koło Myślenic byłem świadkiem próby uruchomienia maszyny do podorywania ziemniaków. Zrobił ją rolnik – z motocykla SHL. Wyglądała absurdalnie: kierownica z tyłu pojazdu; brak tylnego koła (w jego miejscu lemiesz); przeniesienie napędu na przód na metalowe koło łopatkowe (najwyraźniej wzięte z jakiejś maszyny rolniczej). Patrzyłem z niedowierzaniem na zmagania rolnika. Nie wyobrażałem sobie, by ta konstrukcja mogła zadziałać. Ponieważ już widywałem na wsi różne własnoręcznie wykonane urządzenia, pomyślałem, że warto je udokumentować. Pomysł ten zrealizowałem jednak dopiero latem 2005 roku. Zarejestrowałem na zdjęciach i wideo około 150 traktorów oraz pewną liczbę innych maszyn skonstruowanych przez rolników z Podhala. Jednak zanim przystąpiłem do pracy, pojechałem do tamtego chłopa z Zasani. Okazało się – jak mi powiedziano – że maszyna się nie sprawdziła.

Zainteresowały mnie samodzielne konstrukcje rolników polskich, bo były – według mnie – wyrazem twórczego działania wbrew wszechobecnej kontroli „państwowej korporacji”. W tym miejscu muszę wyjaśnić, dlaczego nazywam PRL „państwową korporacją”, a działaniem „antykorporacyjnym” – czynność wynikającą z prostej zaradności, z braku innych możliwości nabycia niewielkich maszyn rolniczych.

Należy uwzględnić specyficzne warunki społeczno-polityczne i ekonomiczne charakteryzujące okres komunizmu w całym bloku wschodnim, również w PRL. Biorąc pod uwagę fakt, że państwo było właścicielem niemal wszystkich środków produkcji i jedynym dysponentem kapitału, przyjmuję, że traktowanie systemu realnego socjalizmu jako kapitalizmu państwowego jest uzasadnione. Kapitalizmu państwowego, a więc – można powiedzieć – monopolistycznej megakorporacji kontrolującej wszelkie przejawy życia społecznego i ekonomicznego, traktującej prywatną własność ziemi i drobnych rolników jako niebezpieczną konkurencję i polityczne zagrożenie. Jak wiemy z historii najnowszej, nie bez powodu. Prywatna własność ziemi w Polsce dała chłopom niezależność od państwa i stanowiła jedną z pośrednich przyczyn upadku systemu komunistycznego.

Zagrodowa produkcja maszyn rolniczych w tym okresie była odpryskiem tej wolności, świadectwem podmiotowego działania i przedsiębiorczości rolników – materialnym dowodem luki w systemie i jej wykorzystania. I biorąc pod uwagę ówczesne realia, działaniem antykorporacyjnym. Tworząc ten zbiór, chciałem pokazać działanie niesłychanej siły społecznej i organizacyjnej, na jaką ludzie potrafią się zdobyć w niesprzyjających warunkach.

W latach 60. powszechnym środkiem transportu na terenach podgórskich były zaprzęgi konne. Jako przyczynek do wiedzy o mechanizacji rolnictwa w Polsce poniżej przywołuję usłyszane od górali powody, dla których wolą oni pojazdy mechaniczne od konnych:

1. „Konia trzeba karmić przez cały rok, co kosztuje i sporo pieniędzy, i pracy (kosić łąki dla siana, codziennie karmić, uprzątać nawóz). Traktor stoi bez obsługi przez cały rok, jak potrzeba gdzieś pojechać, wlewa się ropę i jedzie”.

2. „Traktor z najsłabszym silnikiem andorii uciągnie tyle, co dwa konie”.

3. „Jeśli traktor ma kosiarkę, nie trzeba kosić ręcznie”.

4. „Za koniem trzeba iść pod górę, na traktorze można jechać”.

5. „Konia w polu gryzą gzy (bąki) i się płoszy, utrzymywanie go w ryzach jest kłopotliwe i zabiera czas. Ponadto koń przywabia gzy, które również gryzą pracujących w polu ludzi”.

6. „Traktorem pracuje się szybciej, łatwiej i wydajniej”.

Głównym powodem, dla którego na Podhalu zaczęto robić (a nie kupować) traktory, były wyjeżdżone wozami konnymi drogi, tak polne, jak i leśne, które na stromym terenie zamieniają się z czasem – wskutek erozji – w głębokie, wąskie jary. Wąski (110 cm) i charakterystyczny tylko dla wozów konnych rozstaw kół sprawił, że do takich jarów żaden inny pojazd nie mógł wjechać. Wyjątek stanowił tylko niewielki traktor o skróconych osiach. Właśnie dlatego na początku lat 60. przedsiębiorczy górale zaczęli produkować ciągniki –zazwyczaj małe traktory skonstruowane z części ciężarówek lub samochodów terenowych.

Państwowa produkcja maszyn rolniczych w Polsce była nastawiona wyłącznie na dostarczanie maszyn dużym przedsiębiorstwom państwowym dominującym na równinach centralnej Polski. Gospodarstwa górskie potrzebowały lekkich maszyn rolniczych i niewielkich traktorów, które zdołałyby poruszać się w trudnym terenie, po wąskich drogach o bardzo dużym nachyleniu. Traktory z Ursusa, podobnie zresztą jak kombajny oraz inne skomplikowane maszyny rolnicze, były zbyt duże i zbyt drogie dla małych górskich gospodarstw. Jak powiedział właściciel jednego z traktorów, przydziałowy ursus kosztował 40 tysięcy ówczesnych złotych, a łapówka dla urzędnika za przydział – 60 tysięcy. Przydział bez łapówki był możliwy, gdy rolnik odstawił określone minimum produkcji rolnej po oficjalnych cenach skupu.Małe gospodarstwa nie mogły osiągnąć takiego minimum.

Traktor zrobiony ze złomu był tani, tak jak robocizna w Polsce. O wiele tańszy niż ciągnik fabryczny. Skuteczniejszy i bezpieczniejszy mógł mieć – w zależności od tego, czy pola właściciela pojazdu były strome, czy nie – napęd na jedną oś lub na dwie albo nawet trzy osie. Trzecia oś to oś dwukołowej naczepy, którą górale nazywają „kara”.

Zresztą genialnie wymyślonej na wąskie drogi – można nią o wiele łatwiej manewrować.

Napęd na trzecią oś jest w terenie górskim koniecznością: przy jeździe pod górę obciążony traktor się nie „wiesza” ani nie „staje dęba”, przy zjeździe nie jest spychany i wywracany przez obciążoną przyczepę, ponieważ hamuje biegami. Wywrotki często zdarzają się mającym napęd na jedną oś ursusom.

Ciągniki prawie zawsze montowano na ręcznie robionej ramie, a ich części pochodzą z różnych pojazdów, każdy egzemplarz jest więc wyjątkowy. Na ogół kupowano starego dodge’a od straży pożarnej (te duże auta terenowe z demobilu były na wyposażeniu straży pożarnych w górach), skracano osie i instalowano andrychowski wolnoobrotowy diesel na ręcznie robionej ramie. Jeśli traktor konstruował ślusarz lub kowal, często sam kuł i hartował również brzeszczoty. Tokarki (jak mówią górale – „tokarnie”) były trudno dostępne, ale nieodzowne do przetaczania skracanych osi. Kupowano więc maszyny poniemieckie, czasem sprzed I wojny światowej.

Wszystkie te maszyny zaprojektowane są funkcjonalnie – najistotniejsze jest skuteczne działanie pojazdu i jego konstrukcja. Mimo to niektóre z maszyn mają fikuśnie ozdobione atrapy, są pomalowane na różne kolory, udekorowane bardziej lub mniej zabawną nazwą itp. Stylistyka w dużej mierze zależy od czasu, w którym traktor został skonstruowany. Biorąc pod uwagę fakt, że części do maszyn prawie zawsze kupowano na złomowiskach, nie powinno dziwić, że pojazdy utrzymane są w stylu z poprzedniej epoki (od 10 do 25 lat wstecz).

Podhale to zagłębie budowy „ciągników Sam”, jak oficjalnie ciągniki te nazywano w dowodach rejestracyjnych. Według Andrzeja „Bałasia” Masnego, co potwierdza wieść gminna na Podhalu, to Andrzej „Hućbała” Pabin z Witowa skonstruował w roku 1960 pierwszy tego typu traktor w Polsce (wprowadził też pierwszy napęd do kosiarki). Sam „Hućbała” już nie pamięta, kiedy zaczął konstruować ciągniki (w 2005 roku miał 84 lata)[i]. Twierdzi, że pierwszy pojazd zbudował w 1968; ale traktor, którym jeździ do dziś, jest właśnie z tego roku. Czterokołowy napęd, tylne koła większe od przednich, kabina, wycieraczki, wyprowadzenie napędu ze skrzyni biegów, rozrusznik. „Pali na dotyk”. „Hućbała” sam liczył przełożenia skrzyni biegów. Utrzymuje, że w sumie zrobił „ze sto” traktorów.

Pabin opracował wyprowadzenie napędu ze skrzyni biegów, co umożliwiło adaptację kosiarki konnej do ciągnika. Z kolei Andrzej „Bałaś” Masny na samym początku lat 60. wpadł na pomysł przystosowania grzebieniowej kosiarki konnej do traktora „Hućbały”. Próbował go opatentować, ale wówczas okazało się, że w PRL-u było to niemożliwe. Zdobył za to nagrodę dla racjonalizatorów: wczasy w Bułgarii. Zapytany o to, czy pojechał, przyznał, że wymienił wycieczkę na komplet opon do traktora. Obaj konstruktorzy współpracowali przy budowie pierwszych ciągników na Podhalu, dopracowali pomysł kary, wymieniali doświadczenia. Obaj mają wykształcenie podstawowe.

Młodsi konstruktorzy mieli ułatwiony start, ale niektórzy nie chcieli spocząć na laurach. Bronisław Krupa oprócz masowej produkcji ciągników w latach 80. konstruował maszyny dla swojego tartaku, m.in. przegubową ładowarko-spycharkę przeznaczoną do robót leśnych (skider) oraz drugą większą, z obiema osiami skrętnymi, a także trak, koło wodne, mechanizm przeniesienia napędu z koła na trak przy pomocy kół z parowozu itp. Do tartaku trafiłem pod nieobecność gospodarza i długo się zastanawiałem, czy maszyny, na które patrzę, nie są jakąś fabryczną produkcją, bo wyglądały doskonale.

Samonośne nadwozie traktora przegubowego (nie koła są skrętne, to cały traktor łamie się w połowie poruszany hydrauliką), wykonane z blachy półtoracentymetrowej grubości, miało niewidoczne, perfekcyjnie zaszlifowane spawy i tejże grubości wyklepane błotniki. (Błotniki z cienkiej blachy w pracach leśnych natychmiast się urywają, dlatego sprzęt leśny zwykle błotników jest pozbawiony).

Stanisław „Dróżny” Sichelski, młody konstruktor z Małego Cichego, inaczej poradził sobie z tym problemem. W jego przegubowym ciągniku błotniki można łatwo zdemontować. Traktor (skider) jest mniejszy, bez spycharki, zawiera tylko trzy wyciągarki ze stara 66. Dzięki krótkiemu rozstawowi osi i niskiemu środkowi ciężkości ma wystarczającą dzielność terenową (możliwości pokonywania najtrudniejszych przeszkód terenowych), żeby jeździć po Tatrach. Zdumiewająca w tej maszynie jest liczba podzespołów i różnorodność maszyn, z których pochodzą. Do konstrukcji reduktora „Dróżny” zużył 6 kg spawu.

Jednak nie wszystkie maszyny były wykonywane przez wybitnych konstruktorów. Większość zrobiono w zagrodach, zwracając się do specjalistów o pomoc tylko przy trudniejszych pracach (np. wymagających toczenia na tokarce).

Umożliwiła to popularność aparatów spawalniczych, które z czasem znalazły się w wielu gospodarstwach.

W latach 80. na Podhalu w każdym niemal gospodarstwie znajdował się ręcznie robiony ciągnik.

Kiedy na początku lat 90. w Polsce zamykano PGR-y i wyprzedawano ich majątek, górale kupili oferowane na sprzedaż ciągniki. Ponieważ równocześnie podrożał w Polsce koszt pracy, gwałtownie zmalała liczba traktorów robionych ręcznie.



[i] Andrzej „Hućbała” Pabin zmarł w 2008 roku.

 

MASZYNY 1 - Kierowcy  [MACHINES 1 - Drivers]

color, 9:32, 2006

Production: Lukasz Skapski

Language: Polish with English subtitles

Właściciele ręcznie robionych traktorów podnoszą zalety swoich pojazdów.